W październiku 2019 r. Gruzja stała się celem profesjonalnego i szeroko zakrojonego ataku cybernetycznego. Jego autorzy wzięli na muszkę gruziński Internet. Udało im się sparaliżować działanie wielu stron internetowych. Hakerzy wykonali także szereg włamań na wytypowane witryny i zamieścili na nich wcześniej przygotowane propagandowe treści. Kilka miesięcy później – w wyniku specjalnego śledztwa przeprowadzonego wspólnie przez służby Gruzji, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii – ujawniono, że cyberatak został przeprowadzony przez Główny Zarząd Wywiadowczy Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej (GRU). Niedługo później Rosjanie – którzy oczywiście nie przyznali się do ataku – przeprowadzili operację informacyjną, której celem znów stała się Gruzja. Był to kontratak mający na celu zrzucenie z rosyjskiego wywiadu wojskowego odpowiedzialności za cyberatak na gruzińską sieć internetową

Rosyjskie cyberataki nie są dla Gruzinów czymś nowym. Zaczęły się one już w 2008 r. podczas rosyjskiej agresji na Gruzję (podczas wojny rosyjscy hakerzy wykonywali ataki wymierzone m.in. w strony internetowe gruzińskiej administracji państwowej oraz na systemy sterowania infrastrukturą energetyczną) i od tamtej pory są co jakiś czas ponawiane. Przykładowo latem 2019 r. rosyjscy hakerzy zaatakowali stację telewizyjną Pirveli. Udało im się wówczas sparaliżować jej działania w takim stopniu, że telewizja czasowo nie mogła emitować swoich programów.

Była to jednak tylko rozgrzewka przed cyberatakiem, który został przeprowadzony kilka miesięcy później. Rozpoczął się on niedługo przed północą 24 października 2019 r. i trwał prawie dobę. Jak później informowały gruzińskie struktury państwowe, w wyniku cyberuderzenia przestały działać tysiące państwowych i prywatnych stron internetowych. Oszacowano, że zablokowano funkcjonowanie ok. 15 tys. witryn internetowych należących do instytucji państwowych, organizacji pozarządowych oraz prywatnych firm. Sparaliżowane zostały serwisy m.in. kancelarii prezydenta Gruzji oraz dwóch dużych telewizji Imedi oraz Maestro.

Jak się później okazało – co zresztą nie było dla Gruzinów niespodzianką – za atakiem stał rosyjski wywiad wojskowy GRU. Wykazało to specjalne dochodzenie przeprowadzone wspólnie przez służby Gruzji, Stanów Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii. Informacja na ten temat została podana do wiadomości publicznej podczas specjalnej konferencji prasowej, która odbyła się w styczniu 2020 r.

– Śledztwo przeprowadzone przez gruzińskie władze, wraz z informacjami zebranymi dzięki współpracy z partnerami, wykazało, że ten cyberatak został zaplanowany i przeprowadzony przez Główny Zarząd Wywiadowczy Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej – podczas konferencji oświadczył rzecznik prasowy gruzińskiego ministerstwa spraw zagranicznych Wladimer Konstandinidi.

Jak dodał, cyberatak miał na celu wywołanie niepokoju w gruzińskim społeczeństwie poprzez sparaliżowanie funkcjonowania różnych organizacji.

Oświadczenie na ten temat wydało także brytyjskie Narodowe Centrum Cyberbezpieczeństwa, które stanowi część Centrali Łączności Rządowej. Według tej instytucji rosyjskie autorstwo cyberataku jest „wysoce prawdopodobne”.

– Niebezpieczna i bezczelna seria cyberataków GRU na Gruzję, suwerenny i niepodległy naród, jest absolutnie do zaakceptowania – stwierdził z kolei brytyjski minister spraw zagranicznych Dominic Raab. – Rosyjski rząd ma wybór: albo będzie kontynuował te agresywne zachowania wobec innych krajów, albo stanie się odpowiedzialnym partnerem, który szanuje prawo międzynarodowe – podkreślił szef brytyjskiego MSZ.

Ponadto amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo powiedział na ten temat, że Stany Zjednoczone zapewnią Gruzji pomoc w poprawie zdolności kraju do odpierania cyberataków.

– USA wzywają Rosję do zaprzestania takiego zachowania w Gruzji i w innych miejscach – zaznaczył Pompeo.

Do stanowiska zaprezentowanego przez Gruzję, Stany Zjednoczone i Wielką Brytanią przyłączyła się także Polska. Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało na ten temat specjalne oświadczenie następującej treści: „Przyłączamy się do stanowiska Gruzji, USA, W. Brytanii i szeregu państw UE ws. przypisania służbom wywiadowczym Federacji Rosyjskiej odpowiedzialności za ten cyberatak. Podobnie jak nasi sojusznicy i partnerzy uważamy, że wrogie i nieodpowiedzialne działania Federacji Rosyjskiej w cyberprzestrzeni, zmierzające do podważenia międzynarodowej stabilności i suwerenności innych państw, powinny być ujawniane i stanowczo piętnowane. Wraz z innymi członkami społeczności międzynarodowej Polska będzie dążyć do wzmocnienia norm odpowiedzialnego zachowania państw a cyberprzestrzeni. Polska niezmiennie popiera suwerenność i integralność terytorialną Gruzji oraz jej aspiracje do członkostwa w UE i NATO. Jesteśmy gotowi wraz z partnerami z UE i NATO dalej wspierać władze gruzińskie we wzmacnianiu odporności na wrogie działania cybernetyczne i hybrydowe”.

Co więcej, według strony amerykańskiej za wykonanie cyberataku na Gruzję odpowiedzialne jest Główne Centrum Technologii Specjalnych GRU, publicznie znane również jako Sandworm albo jednostka nr 74455. Jednostka ta wśród swoich dokonań ma także operacje informacyjne wymierzone w Stany Zjednoczone. Były one realizowane np. podczas wyborów prezydenckich w USA w 2016 r. Jednostka ta ma na swoim koncie także serię poważnych cyberataków na Ukrainę.

Rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych błyskawicznie odniosło się tych informacji i oczywiści im zaprzeczyło. W oświadczeniu kremlowskiego resortu czytamy, że zarzuty pod adresem GRU są „bezpodstawne i motywowane politycznie”, a na udział Rosji w cyberataku na Gruzję „nie ma i nie może być żadnych dowodów”.

Warto zauważyć, że już etapie publikacji tego oświadczenia Rosjanie rozpoczęli informacyjną operację obronną, która później przybrała kształt agresywnych ataków propagandowych (o czym piszemy poniżej). W dalszej części oświadczenia rosyjskiego MSZ czytamy bowiem, że Waszyngton, Londyn, Tbilisi i inni „zschynronizowali swoje działania propagandowe”. Rosjanie wyrazili także ubolewanie, ponieważ „Gruzja nie chce porzucić swojej polityki demonizacji Rosji”. Napisali ponadto, że dążą do normalizacji stosunków z Tbilisi, ale „istnieją siły, które nie chcą tego zaakceptować”.

Publikacja oświadczenia odpierającego zarzuty o udział w cyberataku na Gruzję był stanowiła wstęp do zakrojonej na szeroką skalę kampanii propagandowej, dość złożonej i wielopoziomowej. Do jej przeprowadzeni Kreml wykorzystał nie tylko oficjalne kanały komunikacji rządowej, państwowe agencje prasowe i kontrolowane przez siebie media, ale także poboczne kanały informacyjne, media społecznościowe oraz blogosferę. Chodziło o to, żeby narzucić lansowaną przez Rosję narrację na temat cyberataku oraz postępowania państw zachodnich w tej sprawie. Wielokanałowość działań informacyjnych jest zresztą typowa dla operacji tego typu i wynika z tego, że odbiorcy informacji są tym bardziej skłonni w nią uwierzyć, im w większej liczbie źródeł znajduje ona potwierdzenie.

Komentując stanowisko Gruzji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych jeden z deputowanych rosyjskiej Dumy Państwowej Anton Morozow stwierdził, że Rosja została wbrew faktom oskarżona o wykonanie cyberataku, żeby zahamować wzrost prorosyjskich nastrojów w społeczeństwie gruzińskim. Stwierdził on ponadto, że większość obywateli Gruzji opowiada się za utrzymywaniem przyjaznych stosunków z Rosją, ale gruzińskie władze robią wszystko, żeby podzielić dwa sąsiadujące ze sobą narody.

Wypowiedź Morozowa jest kolejnym etapem infoagresji na Gruzję, a ponadto opiera się na oczywistym kłamstwie. W 2019 r. gruziński Narodowy Instytut Demokratyczny przeprowadził badania socjologiczne, z których wynika, że tylko 21 proc. obywateli Gruzji wierzy, że ich kraj może skorzystać na polepszeniu stosunków z Federacją Rosyjską. Trzeba podkreślić, że jeszcze w 2015 r. przekonanie to podzielało 30 proc. Gruzinów. Co więcej, obecnie ponad 30 proc. Gruzinów sądzi, iż największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa ich kraju jest agresja militarna ze strony Rosji. Ponadto 74 proc. Gruzinów popiera wstąpienie Gruzji do NATO, co z kolei w koncepcji strategicznej Kremla jest niedopuszczalne.

Równolegle do działań informacyjnych Rosjanie włączyli oficjalne konta w mediach społecznościowych prowadzone przez resort spraw zagranicznych oraz rosyjskie ambasady, m.in. w Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie.

 

Za pośrednictwem tych kanałów rozpoczęto kolportowanie oskarżanie państw zachodnich o uprawianie antyrosyjskiej propagandy, rusofobię. Stany Zjednoczone zostały także oskarżone o łamanie prawa międzynarodowego. Odwoływanie się do „rusofobii” i „antyrosyjskiej propagandy” stanowi zresztą stary sposób odbierania przez Kreml wszelkiego rodzaju zarzutów. Miało to miejsce np. podczas rosyjskiej agresji na Ukrainę i nielegalnej aneksji Krymu w 2014 r.

Następnie w odpieranie zarzutów włączyły się kontrolowane i finansowane przez Kremla media: Russia Today oraz Sputnik. W lutym 2020 r. ta pierwsza zasugerowała, że kraje zachodnie wszczęły „tzw. dochodzenie” w sprawie cyberataku na Gruzję tylko po to, żeby zniesławić Rosję i jej zaszkodzić.

Zasugerowano również, że Stany Zjednoczone oszukały Gruzję, przedstawiając jej sfałszowane wyniki tego dochodzenia. W materiale RT czytamy, że Zachód zastosował w tym przypadku sprawdzony mechanizm propagandowy, polegający na tworzeniu i uzasadnianiu kłamstw.

Z kolei gruzińska edycja serwisu internetowego Sputnik opublikowała wywiad z rosyjskim ekspertem ds. bezpieczeństwa. Stwierdził on, że gdyby to rosyjski wywiad wojskowy rzeczywiście przeprowadził cyberatak na Gruzję, to zostałby on zrealizowany o wiele bardziej profesjonalnie. Ponadto do Kremlowskiej narracji wprowadził on kolejny wątek: powiedział bowiem, że cyberatak został przeprowadzony przez podmiot, któremu zależy na prowadzeniu przez Gruzję określonej polityki.

Podmiot ten, według eksperta wypowiadającego się dla Sputnika, mógł być także organizacją gruzińską. Jak stwierdził, nie jest wykluczone, że sam rząd Gruzji zgodził się na wykonanie ataku, żeby później wykorzystywać ten fakt jako instrument ataku politycznego na Rosję.

Gruzińska edycja serwisu Sputnik opublikowała także materiał wideo, którego tytuł brzmi: „Zachód rozpoczął nową wojnę informacyjną przeciwko Rosji”. Z materiału można dowiedzieć się, że służby wywiadowcze Stanów Zjednoczonych nie tylko oskarżyły Federację Rosyjską o przeprowadzenie cyberataku na Gruzję, ale także spreparowały fałszywy raport, zarzucający Rosjanom pomaganie Donaldowi Trumpowi w walce o reelekcję prezydencką.

Ponadto abchaska wersja Sputnika opublikowała rozmowę z innym „ekspertem”, który ocenił, że cyberatak był chuligańskim wybrykiem, a nie profesjonalnym uderzeniem cybernetycznym przeprowadzonym i sponsorowanym przez rząd innego państwa. Ekspert ten powiedział, że głównymi celami GRU w Gruzji jest infrastruktura krytyczna. Ta zaś nie była celem ataku, a więc rosyjski wywiad wojskowy nie był autorem cyberataku – takie rozumowanie zaprezentował ekspert cytowany przez gruziński Sputnik.

W tym kontekście należy podkreślić, że chociaż cyberatak z października 2019 r. rzeczywiście nie był wymierzony w infrastrukturę krytyczną, a w sieć internetową, to jednak jego celem było podważenie suwerenności Gruzji oraz wywołanie niepokojów przed wyborami parlamentarnymi w tym kraju. To z kolei jest jak najbardziej zgodne z celami strategicznymi rosyjskich służb wywiadowczych, w tym GRU. Z kolei odnośnie do udziału służb amerykańskich i brytyjskich badaniu cyberataku, warto pamiętać, że sama Gruzja nie dysponuje takim potencjałem technologicznym, który umożliwiłby jej samodzielne przeprowadzenie dochodzenia.

Niedługo po głównych tubach propagandowych Kremla – jak RT, TASS i Sputnik – do kampanii informacyjnej dołączyły inne rosyjskie portale, które również zaczęły lansować narrację stwierdzającą, że Zachód wykorzystuje cyberatak na Gruzję jako instrument polityczny wymierzony w Federację Rosyjską. Bardzo popularny rosyjski portal o profilu militarnym topwar.ru napisał, że Stany Zjednoczone chcą wykorzystać „rzekomy cyberatak”, żeby przekazać Gruzji dodatkową pomoc wojskową, co z kolei stwarza bezpośrednie zagrożenie dla interesów Federacji Rosyjskiej.

Autor tego artykułu snuje spekulacje na temat możliwej pomocy Stanów Zjednoczonych w przeprowadzeniu przez Gruzję prowokacji wojskowej przeciwko Rosji. Tymczasem w konsekwencji ataku USA zapowiedziały jedynie, że pomogą Gruzji w budowanie zdolności niezbędnych do obrony przez cyberzagrożeniami.

Następnie do kampanii dołączył inny rosyjski serwis internetowy. Portal technowar.ru napisał, że Stany Zjednoczone i Gruzja atakują Rosję i próbuję z niej zrobić „kozła ofiarnego”.

Z kolei portal pravdoryb.info opublikował wywiad z innym rosyjskim ekspertem, który stwierdził, że większość cyberataków na świecie przeprowadzana jest przez amerykański aparat wywiadowczy, a taki te następnie są wykorzystywane przez administrację USA do oskarżania innych państw oraz do bieżących celów politycznych.

Kolejnym elementem propagandowej ofensywy było uruchomienie mediów internetowych działających w Gruzji. Gruziński serwis saginform.ge zamieścił artykuł, w którym znalazła się sugestia, że Stany Zjednoczone i Gruzja poprzez kierowanie oskarżeń pod adresem Rosji usiłowały zapobiec udziałowi rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa w spotkaniu Rady Europy, które odbyło się w Tbilisi. Rzeczywiście 26 lutego zapadła decyzja o przeniesieniu posiedzenia ministerialnego Rady Europu do francuskiego Strasburga, a jednym z powodów była obawa, że w Tbilisi nastąpią protesty związane z udziałem w posiedzeniu delegacji rosyjskiej.

Rekapitulując wszystko powyższe, należy dodać, że służby specjalne Federacji Rosyjskiej od dawna postrzegają ważne wydarzenia polityczne (jak np. wybory, międzynarodowe konferencje i szczyty) jak okazję do manipulowania nastrojami społecznymi i wpływanie na sytuację wewnętrzną w innych państwach. Rosjanie stosowali już taką taktykę w wielu krajach, przede wszystkim poradzieckich. Specjalny raport organizacji East-West Management Institute (EWMI) pokazał, że instytucje państwowe Gruzji są bardzo podatne na rosyjskie operacje wpływu. Było tak również przed wyborami w 2020 r.

Warto podkreślić, że w omówionym przypadku Kreml zastosował metodą polegającą na natychmiastowej reakcji struktur państwowych i medialnych na oskarżenia o przeprowadzenie cyberataku. Rosjanie wykorzystali wiele kanałów komunikacji, multiplikując emitowane informacje, stwarzając tym samym pozór ich wiarygodności. Trudno jednoznacznie ocenić, na ile infoagresja okazała się skuteczna, jednak powyższy przypadek pokazuje sposób prowadzenia operacji informacyjnych przez Rosjan.

easternflank.pl (na podstawie materiału neweasterneurope.org)