Przyszłość Mołdawii jest dzisiaj mocno niepewna. Po pierwszej turze wyborów prezydenckich napięcia społeczne w tym państwie są poziomie najwyższym od dłuższego czasu, a tymczasem sytuacji bacznie przygląda się Kreml. Rosja zresztą przygotowuje się do „federalizacji” kolejnych państw dawnego ZSRR. W przypadku Mołdawii Rosjanie z pewnością zastosują grę na wewnętrzne podziały, dążąc do wzmocnienia „suwerenności” regionu Naddniestrza (nieuznawanej na arenie międzynarodowej Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej) skonfliktowania jego liderów politycznych z legalnymi władzami Mołdawii, doprowadzenie do podziału państwa na szereg „autonomicznych” regionów, a następnie przyłączenie (z pewnością na skutek referendum) Naddniestrza do Państwa Związkowego Rosji i Białorusi.

Mamy wyjątkowo gorącą jesień w Mołdawii. Przede wszystkim za sprawą wyborów prezydenckich, które jeszcze bardziej uwypukliły podziały i napięcia istniejące w mołdawskim społeczeństwie. Jest ono od lat rozdzierane przez dwie opcje, które w skrócie można określić jako prozachodnie i prorosyjskie.

1 listopada w Mołdawii odbyła się pierwsza tura wyborów. Frekwencja wyniosła 43 proc. Wygrała ją – zdobywając 36 proc. głosów – była premier Maia Sandu, która reprezentuje prozachodni kurs. Kluczowe elementy jej programu to m.in. integracja z Unią Europejską. Bardzo wysoki wynik (32,5 proc.) uzyskał jednak drugi z głównych graczy w tych wyborach. To obecny prezydent Igor Dodon. To człowiek jawnie wspierany przez Kreml. Dodon jest znany z prorosyjskich poglądów, a jednym z jego głównych postulatów politycznych jest utrzymywanie bliskich relacji z Federacją Rosyjską oraz przystąpienie Mołdawii do Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej. To zmontowana pod egidą Kremla organizacja mająca stanowić alternatywę dla Unii Europejskiej. Obecnie należą do niej Rosja, Białoruś, Kazachstan, Armenia i Kirgistan. W ciągu ostatnich miesięcy Dodon kilkukrotnie odwiedzał Moskwę i spotykał się z prezydentem Federacji Rosyjskiej Władimirem Putinem. Swego czasu obiecywał, że Rosjanie udostępnią Mołdawii szczepionkę na koronawirusa SARS-CoV-2.

Wrzesień 2020 r. Prezydent Mołdawii Igor Dodon odbywa wideorozmowę z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Fot.: kremlin.ru

Można powiedzieć, że właśnie ten podział – na zwolenników integracji z UE i na tych, którzy popierają utrzymywanie bliskich relacji z Federacją Rosyjską – stanowi oś, wokół której rozgrywają się obecne wybory prezydenckie. Która opcja zwycięży, przekonamy się 15 listopada. Wtedy odbędzie się druga tura wyborów.

W tym kontekście należy spodziewać się znacznego zintensyfikowania działań ze strony Rosjan. Władze na Kremlu z pewnością zmartwiły się przegraną ich kandydata w pierwszej turze. Oprócz wsparcia oficjalnego – przybierającego formę przede wszystkim deklaracji politycznych i wsparcia medialnego – w Mołdawii mamy jednak do czynienia z całym spektrum działań rosyjskich, które pozostają niedostrzeżone na pierwszy rzut oka, a społeczeństwo mołdawskie raczej nie dowie się o nich z krajowych mediów. Tutaj należy wymienić zwłaszcza operacje rosyjskich specjalnych.

Wracając jednak do pierwszej kategorii rosyjskich działań wspierających prokremlowskiego kandydata na prezydenta, zauważalna – oprócz wsparcia medialnego – jest także integracja działań Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej z intencjami oraz potrzebami kampanii wyborczej Igora Dodona. Oficjalne przedstawicielstwa Moskwy wspierają go zarówno w samej stolicy Mołdawii Kiszyniowie, jak i w poszczególnych regionach. Skoordynowana akcja propagandowa nosi wszelkie znamiona wojny informacyjnej, którą Rosjanie prowadzą z proeuropejskimi siłami w Mołdawii. Ma ona również wywrzeć presję psychologiczną na wyborców deklarujących poparcie dla integracji z Mołdawii z Zachodem, przekonując ich, że ich głos nie ma żadnego znaczenie oraz że tylko w bliskim sojuszu z Kremlem Mołdawia może rozwijać się jako państwo niepodległe i suwerenne. Chodzi o to, żeby wzmocnić pozycję Igora Dodona w oczach wyborców. Sam prezydent Mołdawii korzysta z resztą z usług agencji PR oraz specjalistów od wizerunku i marketingu politycznego, którzy mają powiązania z Kremlem.

Działania rosyjskich służb specjalnych w Mołdawii koncentrują się również na umacnianiu idei rosyjskich przywództwa w Naddniestrzu, głównie w enklawach Gaguazji i Taraclii oraz promowaniu tzw. Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej, obiecując autonomię dla tego regionu.

Rosyjskie służby wywiadowcze, w charakterystyczny dla siebie sposób, angażują się w operacje dyskredytowania Mai Sandu. Tutaj w grę wchodzą czarny PR, sterowanie treścią w mediach społecznościowych (farmy trolli) oraz narzędzia typowe dla rosyjskiej agresji informacyjnej, np. fake newsy. Odbywa się to w taki sposób, że fałszywe informacje czy zmanipulowane cytaty pojawiają się najpierw w mołdawskich mediach społecznościowych (na kontach kontrolowanych przez Kreml) lub w prorosyjskich mediach, a następnie są one multiplikowane przez rosyjskie agencje informacyjne o zasięgu globalnym (Sputnik, TASS, RIA, RT).

Finalnym efektem, do którego zmierzają zintegrowane działania rosyjskiego aparatu państwowego oraz służb specjalnych jest maksymalne wzmocnienie prorosyjskich sił w Mołdawii przy jednoczesnym jak największym osłabieniu stronnictwa proeuropejskiego.

Co jednak się stanie, jeżeli drugą turę wygra dotychczasowy prezydent, jawnie popierany przez Kreml? Scenariuszy jest kilka, ale najbardziej prawdopodobne wydaje się rozbicie wewnętrzna państwa mołdawskiego, np. poprzez utworzenie autonomicznych okręgów czy ogłoszenie niepodległości Naddniestrza, a następnie przyłączenie go do Państwa Związkowego Białorusi i Rosji. W wydzielonych autonomicznych okręgach Rosji łatwiej będzie kontrolować lokalnych polityków.

Aktywność rosyjskich służb specjalnych i propagandystów koncentruje się także na innych tematach. Jednym z nich są relacje z Rumunią (która należy do UE i NATO) i jest postrzegana przez Rosjan jako państwo pełniące rolę „agenta Zachodu”. Dlatego też Rosjanom szczególnie zależy na zniszczeniu relacji rumuńsko-mołdawskich. Kreml chwyta się w tym przypadku różnych metod i wykorzystuje każdą okazję do zaatakowania przedstawicieli Rumunii.

Przykładem takich działań jest celowe wywołanie skandalu medialnego o politycznego przez przedstawicieli dyplomatycznych Federacji Rosyjskiej w Mołdawii. Sprawa dotyczyła – wyważonych i czysto historycznych – przemówień dotyczących rumuńskich żołnierzy poległych podczas II wojny światowej przez ambasadora Rumunii Daniela Ioniță i attaché wojskowego pułkownika Cristi-Mitica Ladaniuca. Ambasada Rosji wykorzystało to jako pretekst do wywołania medialno-dyplomatycznej awantury i oskarżenia Rumunii o angażowanie się w mołdawskie wybory prezydenckie. 26 października br. z kolei ambasada rumuńska oskarżyła Rosjan o cynizm polityczny i stosowanie nieczystych zagrywek. Z kolei kandydat na prezydenta Mołdawii kojarzony z rumuńskim blokiem politycznym Unirea Kirtoake bezpośrednio oskarżył Kreml o działania mające zdestabilizować sytuację wewnętrzną w Mołdawii.

Prorosyjski prezydent Mołdawii Igor Dodon nie ukrywa związków z Kremlem. Fot.: kremlin.ru

Wracając jednak do wątku aktywności rosyjskich służb specjalnych w Mołdawii, należy podkreślić, że przybiera ona postać nie tylko skrytej obecności i tajnych operacji prowadzonych na terytorium tego państwa. W grę wchodzi cała gama nielegalnych działań, werbowanie agentury i wykorzystywanie tzw. środków aktywnych do rozsiewania prorosyjskiej propagandy. Ponadto w mołdawskich mediach odnotowano obecność ludzi związanych z rosyjskimi służbami wywiadowczymi w bezpośrednim otoczeniu prezydenta Igora Dodona. Przykładowo, podczas ostatniej wizyty wyborczej w regionie Fălești Dodon był ochraniany przez szerzej nieznane osoby, które posługiwały się językiem rosyjskim, a na ubraniach nosiły symbole nazistowskie. Przedstawiciele partii demokratycznych zwrócili szczególną uwagę na to, że osoby te odmówiły przedstawienia się i mówiły  wyłącznie w języku rosyjskim, co jest nietypowe dla przedstawicieli mołdawskich struktur siłowych (https://omg.md/posts/dodona-ohranyayut-boeviki-s-rasistkoy-simvolikoy).

Dodon nie jest jednak jedynym przedstawicielem prorosyjskiej opcji na mołdawskiej scenie politycznej. W pierwszej turze wyborów startował też lider Naszej Partii Renato Usatîi, obecny burmistrz miasta Bielce w Mołdawii. W rzeczywistości jest to rosyjsko-mołdawski biznesmen z kryminalną przeszłością. W mołdawskiej prasie można znaleźć informacje mówiąc, że Usatîi to współpracownik rosyjskich służb specjalnych, którego zadaniem jest zaburzenie procesów demokratycznych w Mołdawii i zahamowanie prozachodniego kursu tego państwa. Finalnie chodzi oczywiście o wspomnianą wyżej „federalizację” z kontrolowanymi przez Kreml strukturami politycznymi.

Nie jest wykluczone, że po drugiej turze wyborów w Mołdawii Kreml rozpocznie operację, która będzie realizowana według „scenariusza białoruskiego”. Będzie chodziło o to, żeby przegrany i skompromitowany (m.in. szeregiem skandali korupcyjnych) Dodon został zastąpiony inny prorosyjskim politykiem. Do tej roli doskonale będzie nadawał się kontrolowany przez Rosjan Renato Usatîi. Tutaj jednak pojawia się poważne niebezpieczeństwo, ponieważ jeżeli Kreml zdecyduje się na realizacje tego scenariusza, będzie do oznaczało masowe protesty, zamieszki uliczne i skrajną destabilizację sytuacji w Mołdawii po wyborach. To dobrze znany rosyjski model ingerencji w proces wyborczy i sytuację polityczną w innym państwie. Nadrzędnym celem pozostanie jednak zawrócenie Mołdawii z drogi do Unii Europejskiej i skierowanie ją na kurs wiodący prosto ku Moskwie. Jeżeli do tego dojdzie, będzie to także niebezpieczne dla państw sąsiednich, jak Rumunia czy Ukraina. Będzie to również nowa sytuacja w bliskim otoczeniu Polski.

easternflank.pl