Fragment książki Michaiła Zygara pt. „All the Kremlin’s Men: Inside the Court of Vladimir Putin”

Relacje pomiędzy putinowskim reżimem Federacji Rosyjskiej a rządem południowoamerykańskiej Nikaragui (który de facto również nie stroni od praktyk totalitarnych) nabierają rumieńców. Na okupowanym przez Rosjan Krymie niedawno (w sierpniu br.) został otwarty „konsulat honorowy” Nikaragui. Kreml nie jest jednak bezinteresowny i liczy na zyski. Oferuje Nikaraguańczykom sprzedaż jednostek patrolowych i okrętów rakietowych dla marynarki wojennej, które miałyby zostać zbudowane w Stoczni Morze w Teodozji. Eksportowy kontrakt stanowiłby istotny zastrzyk gotówki dla krymskiego zakładu. W tle jednak mogą być działania międzynarodowych grup przestępczych, zajmujących się m.in. handlem narkotykami.

Federacja Rosyjska właśnie oczekuje przybycia do Autonomicznej Republiki Krymu (ARK) oficjalnych przedstawicieli Nikaragui. Będzie to stanowiło oczywiste złamania prawa obowiązującego na Ukrainie, która od 2014 r. pozostaje w konflikcie politycznym i zbrojnym z Rosją. Tymczasowo zaś na stanowisko „konsula honorowego” Nikaragui na Krymie otrzymał obywatel Federacji Rosyjskiej (emerytowany wiceadmirał rosyjskiej marynarki wojennej) Oleg Belaventsev, który za działania podczas rosyjskiej agresji na Krym został skazany przez ukraiński sąd na 13 lat więzienia. Na marginesie warto odnotować, że Balavenstev w marcu 2014 r., jeszcze przed utworzeniem ARK, został mianowany Pełnomocnym Przedstawicielem Prezydenta Federacji Rosyjskiej w nowo utworzonym Krymskim Okręgu Federalnym.

Sam Oleg Belaventsevstał się sławny nie tylko za sprawą unijnych i amerykańskich sankcji, ale również dzięki udziałowi w propagandowej produkcji filmowej „Czwarta obrona Sewastopola”, w którym chwali się on swoimi dokonaniami podczas rosyjskiej napaści na Krym o okupacji półwyspu. Za udział w „operacji krymskiej” otrzymał on rosyjskie odznaczenie państwowe. Wiadomo również, że Belaventsev jest związany z rosyjskimi służbami specjalnymi, najprawdopodobniej z Głównym Zarządem Wywiadowczym Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, czyli GRU.

Z kolei politycznie jest on powiązany z obecnym ministrem obrony Federacji Rosyjskiej Sergiejem Szojgu. Przypuszcza się, że brał on udział w malwersacjach finansowych, których dopuszczał się rosyjski minister obrony (Szojgu jest znany m.in. z przywłaszczania sobie pieniędzy przeznaczonych na pomóc państwom satelickim Rosji), a także bezprawnego przejęcia bardzo atrakcyjnych nieruchomości w Symferopolu nad Morzem Czarnym.

Obserwując dotychczasowe działania Federacji Rosyjskiej na zajętym Krymie, nie można mieć żadnych wątpliwości, że utworzenie nikaraguańskiego „konsulatu honorowego” na półwyspie jest inspirowane bezpośrednio przez Kreml, a także wspierane przez rosyjskie służby specjalne. Związki wojskowe (także na poziomie wojskowych i cywilnych służb specjalnych) pomiędzy Rosją i Nikaraguą są powszechnie znane. Wystarczy przypomnieć, że reżim prezydenta Daniela Ortegi od wielu lat jest beneficjentem rosyjskiej (a wcześniej sowieckiej) pomocy wojskowej. Nikaragua za rosyjskie wsparcie musi jednak zapłacić. Walutą jest tutaj bezwarunkowa lojalność wobec Kremla i wspieranie rosyjskich działań na wielu płaszczyznach.

Fragment książki Michaiła Zygara pt. „All the Kremlin’s Men: Inside the Court of Vladimir Putin”

Przyjaźń pomiędzy Nikaraguą i Rosją szczególnie rozkwitła w ostatnich latach. Można to tłumaczyć wieloma przyczynami. Spore znaczenie ma tutaj podobny (w istocie totalitarny) styl rządzenia państwem prezydentów Putina i Ortegi. Wpływ na klientystyczną postawę tego drugiego ma również bardzo zła sytuacja gospodarcza Nikaragui. Ortega z pewnością liczy na „bratnią pomoc” Rosji, co najmniej na takim poziomie, jak miało to miejsce w czasach istnienia ZSRR. Ponadto i Putin, i Ortega mają skłonność do siłowego rozprawiania się z opozycją polityczną oraz żywią zamiłowanie do korzystania z „usług” aparatu bezpieczeństwa. Jeżeli zaś chodzi o prawa obywateli i swobody demokratyczne, są one im jednakowo obce.

Nikaragua i Rosja w czasach ZSRR miały silne związki na poziomie resortów siłowych, zwłaszcza sił zbrojnych. Do dzisiaj wojsko Nikaragui wykorzystuje sprzęt głównie produkcji radzieckiej. Ostatnio jednak Federacja Rosyjska wznowiła dostawy uzbrojenia i sprzętu wojskowego do tego południowoamerykańskiego państwa. Dostawy wzrosły zwłaszcza po 2014 r. Z analiz prowadzonych przez Sztokholmski Instytut Badań nad Pokojem (SIPRI) wynika, że w latach 2014-2019 Nikaragua kupiła od zbrojeniowych uzbrojenie za ponad 134 mln USD, z czego 121 mld USD to zakupy wojskowe od Federacji Rosyjskiej. Obejmowały one m.in. czołgi T-72B1, bojowe wozy piechoty BMP-1 oraz inne systemy uzbrojenia.

Przyjazd na Krym oficjalnych przedstawicieli nikaraguańskiego reżimu z pewnością będzie wykorzystywane przez Rosjan w celach propagandowych. Kreml jednak liczy także na inne korzyści. W grę wchodzą bowiem kontrakty na budowę okrętów dla marynarki wojennej Nikaragui w Stoczni Morze w Teodozji. Rosjanie planują zorganizować wizytę gości z Nikaragui właśnie w tym przedsiębiorstwie, żeby przedstawić im ofertę uzbrojonych jednostek patrolowych i okrętów rakietowych. Obecnie na potrzeby Marynarki Wojennej Federacji Rosyjskiej stocznia ta buduje m.in. kadłuby korwet rakietowych projektu 22800 typu Karakurt, które przenoszą wyrzutnie pocisków manewrujących Kalibr. Stocznia Morze realizuje też inne projekty, m.in. poduszkowców typu A25PS.

Najprawdopodobniej jednak na tym się nie skończy. Anektowany przez Federację Rosyjską Krym znajduje się w bardzo trudnej sytuacji gospodarczej, a swoje robią również międzynarodowe sankcje nałożone na firmy działające na półwyspie. Kremlowi dlatego zależy na tym, żeby zapewnić krymskim przedsiębiorstwom wsparcie i dopływ pieniędzy. Międzynarodowy kontrakt okrętowy to również dobra okazja do pobrania łapówek przez różnych przedstawicieli reżimu.

Nielegalny przyjazd oficjalnych przedstawicieli Nikaragui do marionetkowej Autonomicznej Republiki Krymu, utworzonej na półwyspie dzięki zbrojnej okupacji przez Rosję, może mieć jednak dalej idące, poważniejsze konsekwencje. Trzeba przypomnieć, że za czasów Związku Radzieckiego Moskwa nie tylko dostarczała swojemu latynoskiemu satelicie uzbrojenie i sprzęt wojskowy, ale również aktywnie przygotowywała (czyli de facto szkoliła) tzw. „postępowych rewolucjonistów”. Mówiąc wprost, chodzi o terrorystów szkolonych przez Rosjan w bazie radzieckiego wywiadu wojskowego, zlokalizowanej w miejscowości Perewalne na Krymie. Po rozpadzie ZSRR baza ta została zlikwidowana, ale od czasu zajęcia półwyspu przez Rosjan znów stacjonują tam oddziały Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej oraz rosyjskie służby specjalne. Biorąc pod uwagę nasilającą się konfrontację pomiędzy Rosją i Stanami Zjednoczonymi, której polem stała się Ameryka Środkowa, nie można wykluczać, że Rosja wykorzysta bazę w Perewalnym jako ośrodek szkoleniowy na potrzeby wojska i specsłużb Nikaragui. Byłoby to zresztą logicznym przedłużeniem historycznych zaszłości w relacjach pomiędzy Rosją i tym państwem. Większość członków elity wojskowej i zaliczającej się do cywilnych struktur siłowych została wyszkolona przez instruktorów radzieckich, służących w GRU i KGB za czasów ZSRR.

Analitycy stosunków międzynarodowych mogliby jednak zapytać, do czego Putinowi jest potrzebna intensyfikacja stosunków z Nikaraguą oraz przyjaźń z prezydentem Ortegą? W tym latynoamerykańskim państwie w istocie rządzie junta o strukturze mafijnej, a jego gospodarka jest w opłakanym stanie. Produkty takie jak kawa, banany czy rum można do Rosji sprowadzić z innego kierunku, a ruch turystyczny również nie jest tutaj czynnikiem rozstrzygającym. O co więc może chodzić?

Najprawdopodobniej o to, żeby przekształcić okupowany Krym w międzynarodową „szarą strefę”, gdzie będą prane brudne pieniądze mafijnej nikaraguańskiej junty, a także rosyjskich oligarchów i ludzi korzystających finansowo na reżimie Putina. Oznacza to, że na Krym popłynie strumień brudnych nikaraguańskich pieniędzy. Najpewniej będą one pochodziły z przestępczej działalności polegającej na transporcie narkotyków z Ameryki Południowej do Stanów Zjednoczonych i Europy. Niedawno zresztą ujawniony został kanał przerzutowy argentyńskich narkotyków, którzy wykorzystywał przedstawicielstwa dyplomatyczne Federacji Rosyjskiej.

Jeżeli te przestępczy system zostanie zaimplementowany na okupowanym przez Rosję Krymie, najprawdopodobniej wyrośnie tam całe mnóstwo różnej maści nikaraguańskich „przedstawicielstw handlowych” i firm „export-import”, które pod przykryciem handlu bananami czy kawą będą szmuglować narkotyki do Europy. Pod znakiem zapytania będzie stał udział francuskich prawicowców i nacjonalistów w tym przedsięwzięciu, którzy nie kryją sympatii do Władimira Putina.

Wszystko to oznacza, że kontrolowanie przez Rosję nielegalnie utworzonej Autonomicznej Republiki Krymy ma znacznie szersze niż mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. Jako miejsce stacjonowania rosyjskich sił zbrojnych Krym stanowi źródło zagrożenia militarnego dla Ukrainy oraz innych państw basenu Morza Czarnego. Krym już dzisiaj jest miejscem, gdzie rozgrywa się katastrofa gospodarcza, która wkrótce, na skutek działania rosyjskich władz i służb specjalnych, może przekształcić się w bazę dla działalności międzynarodowych zorganizowanych grup przestępczych i terrorystycznych, co będzie stanowiło zagrożenie dla wielu państw, nie tylko europejskich.

Warto, żeby sytuacji na Krymie bliżej przyjrzała się społeczność międzynarodowa, w której prym wiodą państwa demokratyczne. Sankcje gospodarcze i izolacja polityczna okazały się nieskuteczne, dlatego należy przedsięwziąć inne środki w celu neutralizacji zagrożenia. W rozwiązywanie problemów na Krymie powinny zaangażować się organizacje międzynarodowe, m.in. ONZ i NATO. Nie należy jednak zapominać, że źródłem wszystkich opisanych problemów jest nielegalna aneksja Krymu (a także wschodniej części Ukrainy) przez Federację Rosyjską.

easternflank.pl